Wszystko ma znaczenie
Nawrót - Zbigniew Kosiarowski
Współpraca recenzencka za pośrednictwem Sztukater.pl
Przy wyborze tej książki w dużej mierze sugerowałam się okładką. Dawała ona wiele do myślenia... Dopiero późnej, przeczytałam opis.
To kryminał, który jest kierowany głównie do starszych odbiorców. Nie jest to łatwa historia. Oprócz tego, ma też elementy sensacji, oraz literatury obyczajowej. Do tego z gramem sarkazmu. A poza tym, pokazuje jak łatwo jest puścić w eter iluzję.
Częściowo też w filozoficzny sposób pokazuje, jak człowiek może znaleźć się w wielu miejscach jednocześnie.
Dostajemy tutaj świat zbrodni (Urugwaj i Polacy), dyplomacji i handlu narkotykami, oraz wojny gangów. Kanały przerzutowe do Europy, w tym do Polski, akcje specjalne policyjnych oddziałów do walki z przemytem. A także, korupcja wśród polityków i agentów tajnych służb.
Mamy tutaj wielowątkowość i wszystko sprowadza się do jego wątku. Poznajemy takich bohaterów jak; Albert Gabriel de Riviera (Komisarz), Christian Tarnowski (Konsul), Fenimore Kumert (notariusz), Fraszoni (nie pamiętam czy dobrze nam jego nazwisko zapisane/ sierżant), Martin Cardona (Dział Antynarkotykowy), Giralda (Porucznik), Jose luis Artigo (był też Matrin Guarani/ Benito Breadford), Pies Hektor, Czarny boss oraz Marek, Andrzej i Jacek załoga Wędrowca.
Czy polecam?
Tak, mimo trudności tematu, cała lektura szła nawet płynnie i daje echo czegoś głębszego.
Moja ocena 9/10
Cytaty z książki:
"Jęk mieszał się z szamotaniem, ktoś, widocznie już ranny, walczył o życie. Jose potrafił rozpoznawać takie odgłosy. Nie rozumiał mowy bijących się, pokrzykiwali bowiem w obcym języku, więc to nie jego prześladowcy, chyba... Nie odważył się spojrzeć przez otwór w blasze, bo byli tuż, tuż. Ciało jednego z nich nagle uderzyło o metalową ściankę kryjówki Jose i upadło na ziemię. Człowiek chwilę rzęził, głęboko westchnął i zamilkł. Ktoś się chyba nad nim nachylał, potrząsał ciałem, coś mówił. Ranny, a może zabity, nie wydawał głosu. Zapadła cisza. Czy to jakiś inny sen?, zastanowił się. Za dużo mi się zdaje albo śni, potrząsnął głową. Przez szpary przeciwległej ścianki mógł rozpoznać, że zaczyna świtać, szarzało."
"- Niby co, pomieszczenie? Widziałem gorsze, Alberto.
- Ja też
- Czy możemy zacząć od nowa? Stanę w drzwiach, uśmiechnę się, ty otworzysz ramiona, bo przyszedł twój kumpel od muzykowania, poprosisz, żebym spoczął, i wskażesz miejsce....
- Daj spokój, nie mam dziś nastroju.
- Jakieś duchy z przeszłości?
- Możliwe. Z czym przyszedłeś. Z protestem? W sprawie zatrzymanej załogi polskiego jachtu? Porucznik, mój zastępca, który zajmuje się sprawą, uważa, że są podstawy do podejrzeń o przemyt narkotyków. To poważny zarzut, a jest i poszlaka, że mogli mieć coś wspólnego z morderstwem w porcie. Dzisiaj mieliśmy oficjalnie powiadomić o tym fakcie waszą ambasadę."
"porucznik wzniósł oczu ku niebu, ale natrafil na sufit. Wpatrywał się weń, podświetlil latarką. Kryty mahoniową wykładziną, a to co? Zdrętwiał z ogarniającej go emocji, dostrzegając ślady czegoś, co mogło być krwią. Rozbryzgana krew denata? Został więc wysłuchany, dzięki, dzięki, dzięki Cecylko, powtarzał w duchu i z wielką dbałością zaczął zeskrobywać do próbówki ślady, które, oby... Bardzo proszę moja patronko, żeby pozostawił je zabity na pirsie mężczyzna... Raczej dobity tam, a wcześniej raniony tu, na jachcie... Spal, dźgnięto go nożem, krew trysnęła... Tak moglo być... Zrozumiał, dlaczego w tym zakamarku między kojami zepsuta jest podsufitowa lampka. Zdjął jej klosz, wewnątrz nie było żarówki. Ktoś ją wykręcił. To nie przypadek."
" Gdy bosman rozglądał się po salce, podszedł do niego z kijem w dłoni i wyzwał na pojedynek" -Stary, dziękuję, że chcesz wreszcie ze mną zagrać. To o co walczymy?
- Sam sobie wybieram przeciwników - odpowiedział gburowato bosmam
- Ciebie nie miałem w planie. Łazisz za mną, podglądasz, o co ci, kurwa, chodzi?
- Pier*olisz, Benito, to zła ocena sytuacji.
Lopez zdrętwiał, facio znał jego imię, to nowe, jeszcze nie osłuchane, nie rzucane lekkomyślnie przy żadnym stoliku czy kontuarze w kasynach."
"- Czy treść tamtych... Tego, co tam jest, dotyczy zbrodni, przestępstw, czynów zabronionych? Bo jeśli tak, odmawiam kategorycznie!
- A gdyby tam były również zdjęcia, które być może mogłyby ci ułatwić rozwiązanie zagadki związanej z ubiegłoroczną wsypą i ostrzelaniem twojego samochodu przez gangsterów?
- Co masz na myśli?
- Nos mi podpowiada, że w dyrekcji policji, jak sądzę, pracuje ktoś prawdopodobnie skorumpowany przez mafię.
- I ty to wiesz? Od dawna?
- Więc jak? Przyjmiesz ode mnie kasetkę?
- A o tym krecie dowiem się dopiero po miesiącu, i to jeśli nie wrócisz do Montevideo, tak? Kiepski układ, Chris. Powiedz szczerze, jak mógłbyś posiąść takie informacje? Ty, konsul... Pracowałeś tu pod przykrywką? Tak, Chris?
- Jako konsul załatwiałem wiele pogmatwanych spraw, mam tu różnorakie kontakty i znajomości. Czasem wręcz przypadkowe i zaskakujące. O niektórych kiedyś rozmawialiśmy... Jednak nie w tym rzecz. Nasz układ mógłby się opierać na przysłudze. Ty bierzesz kasetkę, a ja wręczam ci kopertę ze zdjęciami. Coś za coś, jeśli nie można inaczej...
- A gdy odrzucę ofertę, to zdjęć nie dostanę, tak? Toż to szantaż!"
"- A nie jest tak? - Benito, zdaje się, miał na ten temat ugruntowaną opinię. - Ale, ale... Mieliście dwie waltornie? Przecież w mesie, w jaskółce po lewej burcie, jakaś leży.
- Andrzej, który wylosował prowadzenie celebry pochówkowej, w ostatniej chwili zdecydował inaczej i do worka włożył Markowi na drogę inny amulet. I miał dobrą intuicję, bo właśnie ta zachowana jednak waltornia pomieszała porucznikowi Giraldzie szyki.
- Wy naprawdę jesteście porąbani...
- Jeszcze jedna taka niestosowna uwaga i zabronię ci robić skręty dla Jędrka siebie - zagroził Jacek."
"- Przysięgnij!
- Że co?
- Że wywaliłeś brylanty do oceanu.
- To takie ważne?
- Dla mnie bez wątpienia, skoro mam z wami płynąć.
- Na co mam przysięgnąć?
- A co jest dla ciebie najświętsze?
- Już nic... Dawno powinienem strzelić sobie w łeb.
- To nie przysięgaj. Jacek, ty mu wierzysz?
- Też mam przysięgnąć, że mu wierzę?"
" - Któryś jest... Czy to Ty? Jesteś?
- Inaczej niż myślą.
- Domniemywałem, jakby...
- I co?
- Chcę wiedzieć.
- Jako fizyk?
- Jako człowiek.
- I co dalej?
- Móc zrozumieć.
- Po drodze coś przeoczyłeś? Rozum nie wszystko tłumaczy?
- Zawiódł nie raz, ale...
I obraz się rozwiał. Koja nie grzała, czuł zimno, wręcz dreszcze, byłby to sen? Jak długo spał? Spojrzał na zegarek, ledwie kwadrans, las, śmierć drzewa i... On? Tak wyraziście?"

Komentarze
Prześlij komentarz